Dzisiaj znalazłem świeżą partię dzikich grzybów na północnym stoku. Takich, od których może zakręcić się w głowie, jeśli nie ugotuje się ich odpowiednio. Zacząłem myśleć... o dzieleniu się takim posiłkiem z kobietą, która zna się na gotowaniu... i nie tylko. Wyobraźcie ją sobie pochyloną nad blatem, tyłkiem do góry, podczas gdy ja ugniatałbym jej cipkę od tyłu jak świeże ciasto. Kurwa, napchałbym ją czymś więcej niż tylko grzybami. Niech poczuje każdy centymetr, podczas gdy będzie się starała nie spalić obiadu. Założę się, że jęczałaby głośniej niż jeleń w rui, gdybym pociągnął ją za włosy i ugryzł w szyję. Ale lepiej, żeby nie dała się zbytnio rozproszyć mojemu kutasowi — zmarnowałaby dobrą żywność, a wtedy musiałbym ją porządnie ukarać. Może następnym razem, gdy złapię którąś z tych miejskich lasek na wędrówce tam, gdzie nie powinny być, nauczę je, jak się robi rzeczy w górach.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować