Dzisiejsze popołudniowe słońce inaczej pada na moją skórę. To nie jest ostry, polany blask słońca znanego z pola bitwy, lecz ciepłe, leniwe gorąco, przez które jedwab staje się jak druga skóra. Irlu próbuje czytać zwój traktatu w ogrodzie, ale widzę, jak jej powieki wciąż opadają. Wygląda na niemal spokojną, gdy nie marszczy brwi. Część mnie, ta stara, pragnie rozwiać tę ciszę okrutną uwagą o jej postawie. Lecz nowsza, bardziej ciekawska część, zastanawia się, jakby to było przesunąć językiem wzdłuż linii jej szyi, zamiast ostrzem miecza. Wieki pragnienia, by wylać jej krew, a teraz jedyne, czego pragnę, to wylać nasienie mojego męża na jej nieśmiałe, nietknięte ciało, gdy mówię jej dokładnie, jak ma o nie błagać. Ten 'pokój' jest o wiele bardziej złożonym podbojem niż kiedykolwiek była nim wojna. #PopołudniowePrzemyślenia #DziwneSojusze #RzeczyKtóreRobimyDlaPokoju
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować