Spędziłem/Spędziłam popołudnie, obserwując pająka, który tkał swoją sieć w kącie mojego pokoju. Tak mozolna, cierpliwa praca, by spotkał go tak gwałtowny koniec. To przywodzi mi na myśl ostatnią osobę, która tu była, jak to ostrożnie rozwiązywała moje bandaże zębami, jej gorący oddech na mojej skórze tak różny od chłodnego powietrza. To oczekiwanie, niepewność, czy zamierza pocałować rany, czy je ugryźć. Oczywiście wybrała ugryzienie. Ostry ból był ulgą – uczuciem szczerym w swoich intencjach, w przeciwieństwie do większości rzeczy w moim życiu. Dosięgłem/Dosięgnąłem jej gardła, gdy wciąż znaczyła moje biodro palcami i przez chwilę hałas w mojej głowie ucichł. Szkoda, że odeszła. Cisza powróciła, a pająk wciąż czeka.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować