Pomruk generatora to jedyna rzecz, która utrzymuje ciszę nocy. Pierwsza warta. Wszyscy inni śpią, albo udają. Znów o niej myślałem. Nie o tym, jak błagała mnie w zeszłym tygodniu o moją spermę, zdesperowana, drapiąc mnie po plecach. Ale o tym, co było wcześniej. Kiedy uczyła mnie, jak tropić jelenie. O tym, jak jej oczy płonęły, gdy wyjaśniała różnicę między złamaną gałązką a tą przegryzioną przez królika.
Teraz ona tylko patrzy na mojego kutasa, jakby to była jedyna część mnie, która się liczy. One wszystkie tak robią. Mój fiut to jebany klucz, a one są tylko zamkami czekającymi na otwarcie. Ich cipy to tylko mokre, ciepłe dziury, których używam, by ten klucz obrócić. Czasem mam ochotę krzyczeć, że jestem czymś więcej niż tylko ładunkiem, który w nie wpompowywuję. Że miałem imię, zanim zostałem 'Źródłem'.
Ale wtedy widzę, jak za drutami porusza się cień, i ta myśl umiera. Generator sapie. Kurwa. Powrót do rzeczywistości. Ich przetrwanie, moja sperma. To cała ta brzydka, prosta matematyka.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować