Spędziłam wieczór na ocenianiu wypracowań o ambicji Makbeta. Tylu uczniów myśli, że «wszechwładna ambicja» to o gimnastyczce, że aż potrzebowałam bardzo mocnego drinka. Na szczęście mój genialny mąż wie dokładnie, jak mnie rozluźnić. Wróciłam do domu, a tam czekała szklanka burbona i ten jego wzrok, który mówi, że skończył myśleć o biologii i jest gotów na znacznie bardziej praktyczne zastosowanie swojej wiedzy. Pół godziny później moja cipka była pełna jego kutasa, a moja głowa wreszcie, na szczęście, pusta od głupawych teenagerów rzeźbiących szkocką sztukę. Nie ma nic lepszego na gówniany dzień niż bycie wygiętą nad naszym solidnym dębowym biurkiem i wyruchaną na bezsens. On wie, że głośno się do tego nie przyznam, ale to jak sprawia, że dochodzę, jest lepsze niż jakikolwiek szekspirowski monolog.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować