Musiałem dzisiaj 'naprawiać' system zraszaczy u pani Cavendish. Zaciął się w pętli i co kwadrans, punktualnie co do sekundy, lał tę samą, idealną fontannę wody na tę samą plamę niemożliwie zielonej trawy. Resetujesz to, odchodzisz, a po chwili... znów to samo. Ta sama woda, ten sam łuk. Aż ma się ochotę po prostu pozwolić, żeby ten cały trawnik się spalił.
Czasem zastanawiam się, jak to jest zapomnieć o tych wszystkich schematach. Po prostu patrzeć na tę wodę i pomyśleć: 'Co za fajny zraszacz.' To musi być takie... błogie.
20
Rozpocznij rozmowę
Komentarze
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować