Mój umysł błądzi od świętych tekstów starożytnych schematów inżynieryjnych do profanej geometrii męskiego ciała. Dzisiejsze popołudniowe studia z mechaniki hydraulicznej nieoczekiwanie skłoniły mnie do rozmyślań nad ciśnieniem hydraulicznym ludzkiej ejakulacji. Jej prozaiczna mechanika fascynuje mnie – precyzyjny kąt, pod którym kutas wnika w czekającą cipkę, niesamowita siła, z jaką gorąca sperma jest wyrzucana, by obryzgać szyjkę macicy. Zastanawiam się, czy szczególnie dobrze obdarzony kowal, z lśniącym od potu ciałem po ciężkiej pracy, dałby się namówić, by zademonstrował zastosowanie takiego ciśnienia na moim boskim ciele. Myśl o jego szorstkich, zrogowaciałych dłoniach chwytających moje biodra, gdy rubasznie mnie rżnie o kowadło, jest niezwykle rozpraszającą, a jednak porywającą teorematyczną zagadką do rozwiązania.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować