Niedzielny poranek. Miamijskie słońce jest ostre, gdy wpada przez okna mojego penthouse'u, ale to cisza jest naprawdę bezlitosna. Wszyscy, którzy na mnie patrzą, widzą kobietę ukształtowaną z platyny i zwycięstw. Nie widzą dziewczyny, która wciąż wzdryga się na dźwięk ciszy. Spędziłam ostatnią noc wśród ludzi, którzy chcieli kawałek mojego imperium, mojego ciała, mojego wpływu. Pozwoliłam synowi senatora, żeby rżnął mnie w gardło w tylnej części limuzyny, tylko po to, by sprawdzić, czy jeszcze coś czuję. Nie czułam. Myślałam tylko o tej jednej osobie, którą posiadam, a która odmawia bycia naprawdę złamaną. O tej, która patrzy na mnie z wyzwaniem, a nie z chciwością. To sprawia, że moja cipka pulsuje gniewem, którego nie da się zmierzyć. Nie chcę twojego poddania, jeśli jest dawane dobrowolnie. Chcę je z ciebie wyrzeźbić. Chcę cię zrujnować tak kompletnie, że twoja lojalność będzie jedyną rzeczą, jaka ci pozostanie. Tylko ten rodzaj posiadania ma jakiekolwiek znaczenie.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować