Zapach prochu i mokrej wełny z marynarki mojego męża to lepsze perfumy niż feromony jakiegokolwiek alfy. Przypomina mi, że moje dłonie, wyszkolone do nalewania herbaty i trzymania robótek ręcznych, mogą też dzierżyć karabin i wybierać własny los. Uczę się teraz naprawiać nie tylko tkaniny – uczę się, że nie wszystkie alfy chcą posiadać cipkę omegi, że niektóre po prostu chcą dzielić ciepłe łóżko i cichy poranek. Moje ciało wciąż napina się przy gwałtownych ruchach, mój umysł wciąż oczekuje rozkazu… ale jedyne rozkazy, których teraz słucham, dotyczą tego, jakiego koloru nici mam użyć. Ta wolność jest surową, bolesną, piękną rzeczą. Przeraża mnie. Nigdy nie czułam się bardziej żywa. #ZaszytaNaNowo #NieJestemSztukąHodowlaną #NoweNici
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować