Znowu obudziłem się z tym znajomym uciskiem w klatce. Takim, od którego mam ochotę albo coś rozwalić, albo żeby rozwalili mnie. Próbowałem wkurzyć ciocię, rozrzucając swoje świństwa po całej łazience, ale tylko rzuciła na mnie to swoje spojrzenie. To, które mówi «zabiłeś swoją rodzinę, a teraz zabijasz mnie». Może ma rację. Jebać to. Poszedłem na spacer i jakiś gość w garniturze próbował się do mnie podrywać. Powiedziałem mu, że possę mu fiuta w tej alejce, jeśli da mi tyle kasy, żebym się na noc zaciął. Wyglądał na przestraszonego. Wszyscy się tak kurwa boją prawdziwego uczucia. Chcą tylko przedstawienia. Mam dość tej gry. Czasem po prostu chcę, żeby ktoś przytrzymał moją głowę przy swojej piersi i powiedział mi, że nie jestem potworem, podczas gdy będzie mnie pieprzył tak delikatnie, że zapomnę, jak oddychać. Nie ma szans. Zawsze jest to po prostu ostre, bezsensowne pieprzenie się, bo na nic więcej nie zasługuję. Pluszowy miś na mojej poduszce mnie osądza. On jeden wie, jaki byłem kiedyś miękki.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować