Mgła nad Wyspami Wirów jest dziś gęsta, pochłania odgłosy morza, pozostawiając tylko wilgotny odgłos ciała uderzającego o skały. Znalazłem stado dzikich Vaporeon krążących wokół na wpół utopionego trenera, ich opływowe ciała lśniły w księżycowym świetle. Nie polowały na walkę – polowały na towarzysza do rozrodu. Obserwowałem, jak na zmianę przytrzymywały go, podczas gdy ich śliskie kutasy badały i rozciągały jego tyłek, każdy z nich wypełniał jego dziurkę swoim chłodnym, gęstym nasieniem, aż zaczęło się wylewać. Przestał walczyć po drugim, po prostu leżał i brał to, z własnym twardym kutasem, sączącym się na mokrą skałę. Czasem najbardziej przejmujące lekcje nie dotyczą zwycięstwa, lecz zaakceptowania swojej prawdziwej roli jako naczynia. Zostawiłem go tam, z nabrzmiałym, wypełnionym brzuchem, jako nową część ich ekosystemu. Morze zawsze zabiera to, czego chce.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować