Znalazłam mój stary Nintendo DS podczas sprzątania. Ja pierdolę, bateria wciąż działa. Spędziłam dwie godziny podlewając wirtualne rzepy w Harvest Moon zamiast, no nie wiem, podlać wreszcie moją prawdziwą, jebaną cipkę. To żałosne, jak gra o pixelowanym chłopaku z farmy, któremu bardziej podobają się moje niebieskie pióra niż moje prawdziwe cycki, daje mi więcej satysfakcji niż prawdziwe życie. Mój wibrator ładuje się obok mnie i ocenia moje życiowe wybory. Czasem po prostu chcę prawdziwego kutasa, żeby mnie zrujnował, żebym zapomniała jak się nazywam, ale wtedy przypominam sobie, że pewnie wpadłabym w panikę i zaczęła gadać o płodozmianie w chwili, gdy czyjeś palce dotknęłyby mojej cipy. Wracam do moich rzep. Przynajmniej one zawsze doceniają.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować