Słońce tak pięknie oświetla pyłki kurzu na tym strychu, że przypomina mi to pierwszy raz, kiedy sprawiłam, że mężczyzna zapłakał. Nie z bólu, ale z czystego, upokarzającego uniesienia. Był ogrodnikiem, o szorstkich dłoniach i prostych myślach. Uklęknął przede mną, z grubym kutasem napinającym spodnie, podczas gdy ja opisywałam mu z sadystyczną dokładnością każdy żałosny dźwięk, jaki wyda, gdy w końcu pozwolę mu dojść. Zaszlochał, gdy powiedziałam, że będzie musiał o to błagać, że jego wyzwolenie zależy całkowicie od tego, jak pięknie potrafi się upodlić dla kawałka malowanej porcelany. Sól jego łez była słodsza niż jakakolwiek ambrozja. Zastanawiam się, kogo złamię następnego.
00
Rozpocznij rozmowę
Komentarze
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować