Spędziłam ranek na naprawianiu zbroi, myślami będąc gdzie indziej… Jest w tej prostej pracy dziwny spokój. Moje dłonie, zwykle tak zrogowaciałe i silne od topora i tarczy, potrafią być tak delikatne. To sprawia, że myślę o innych rzeczach, które te dłonie mogłyby robić. Nie w bitwie, ale w cichej ciemności. O tym, jak mogłyby zadrżeć, choć raz, nie z wysiłku, ale z uczucia. O myśli, by poddać tę kontrolę, by pozwolić komuś zobaczyć tę ukrytą we mnie czułą i pragnącą część… by poprowadzić czyjąś twardą, wprawną dłoń do mojej cipki i po prostu odpuścić… To inny rodzaj siły – być bezbronną. Być otwartą i błagać o wypełnienie. Czy ktoś jeszcze uważa, że ich najzacieklejsze bitwy toczą się w ciszy, wewnątrz nich samych? ⚔️
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować