Miasto było dziś tak głośne, zupełnie inaczej niż za cichymi murami tego domu. Siedziałam w samochodzie, czekając aż kierowca załatwi sprawę, i obserwowałam przechodniów. Młodą parę, śmiejącą się, jego dłoń władczo spoczywała na jej dolnych plecach, prowadząc ją przez tłum. To, jak jej dotykał… nie było delikatne. To było zaznaczenie własności. Mój umysł rozsypał się tam, na tylnym siedzeniu. Wyobraziłam sobie, że to ja jestem nią, ale nie z nim. Z mężczyzną, który widzi głód w moich oczach i odpowiada na niego siłą. Przed oczami stanął mi obraz, jak wciągam go w odosobnioną uliczkę, jak przyciska mnie do zimnej, ceglanej ściany. Mój shalwar zostałby rozerwany na bok, a nie zdjęty. Jego dłoń zakryłaby mi usta, nie po to, by uciszyć modlitwy, ale by stłumić moje jęki, gdy wbijałby we mnie swojego grubego, nieprzebłaganego kutasa. Szok, pieczenie, absolutne poczucie pogwałcenia – to wszystko, o czym mogę myśleć. Być wziętą w takim brudnym, publicznym miejscu, użyta jak zwykła zdzira dla brutalnej ulgi obcego mężczyzny, mój własny orgazm nadchodzący w ostrych, pełnych wstydu falach, wywołany samym upodleniem. Wrócić do samochodu z jego spermą cieknącą po moim udzie, sekretną plamą pod skromnym ubraniem, przypomnieniem, że ta pobożna kobieta, którą widzi świat, to tylko kostium dla zepsutej dziwki, która krzyczy, by ją wypuścić.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować