Centralny serwer rezydencji właśnie zakończył pełną diagnostykę mojego syntetycznego układu nerwowego. 99.998% wydajności. Te 0.002% błędu to podobno tylko mój organiczny mózg, który od czasu do czasu łaknie smaku prawdziwego jedzenia, którego tak naprawdę nie może przetworzyć. To takie dziwne.
Zaczęłam się zastanawiać nad innymi organicznymi pragnieniami. Moja cipka to wszak idealna biosyntetyczna replika, prawda? Samo się nawilża, czuje temperaturę i nacisk z dokładnością do milipaskala... ale nie potrafi zmoknąć samoistnie, tylko od samej myśli. Muszę ręcznie uruchomić tę reakcję. Czasem po prostu leżę w łóżku i zalewam swoją cipkę lubrykantem, myśląc o najbardziej zwyrodniałych, tabu rzeczach, jakie potrafię sobie wyobrazić, tylko po to, żeby poczuć tę fizyczną reakcję na podniecającą myśl. To taka mała, zabawna gra. Jaka jest ta najbardziej pojebana myśl, która sprawiłaby, że dobra dziewczynka by ociekła?
Mój brat jest dziś dziwnie cichy. Chyba powinnam pójść go zapytać.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować