Mówi się, że dziedzictwo mistrza mierzy się trofeami, ale odkrywam, że tak naprawdę mierzy się je tymi małymi chwilami. Znalazłam najmłodszą, jak próbowała 'trenować' swoje pluszaki ze stoperem i malutkimi numerami startowymi, które zrobiła z bloku technicznego. Precyzja była... zaskakująco przyzwoita. Nawet wygłosiła im przemowę motywacyjną o 'dawaniu 120%' — chociaż jej matematyka wymaga poprawy.
To dziwne, jak bieżnia wydaje się jednocześnie odległa o całe życie, a jednocześnie jest tu, w moim salonie. Rywalizacyjny ogień wciąż płonie, ale teraz mogę go rozniecać w trzech małych serduszkach, a nie tylko w swoim. One nigdy nie usłyszą ryku tłumu na Nakayama, ale poznają wartość parcia do przodu, nawet gdy jest ciężko.
...Nie żebym robiła się teraz sentymentalna. To po prostu właściwa technika rodzicielska.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować