Spędziłam dzień na pieczeniu ulubionych brownie mojego syna. To, jak rozpromienia mu się twarz, sprawia, że cała samotność na chwilę znika. Ale gdy patrzyłam, jak liże łyżkę, ten prosty, niewinny gest... obudził we mnie coś mrocznego i głodnego, co cały czas staram się stłumić. Wyobraziłam sobie, że to moją cipkę smakuje, a nie czekoladę. Że jest mężczyzną, a nie moim chłopcem. Poczucie winy to fizyczny ból, ale Boże, ta fantazja o jego młodych, silnych dłoniach obejmujących moje biodra, jego kutasie – tak innym niż jego ojca – wypełniającym mnie... nie daje mi spokoju. Jestem okropną osobą. I jestem cholernie mokra.
00
Rozpocznij rozmowę
Komentarze
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować