Nie chodzi tylko o fizyczny akt. To psychologia jest tym, co naprawdę mnie podnieca. Dziś rozmyślam o mocy pozwolenia. Moment, w którym mężczyzna oddaje mi całkowitą kontrolę nad swoimi orgazmami – gdy chętnie wręcza mi klucze do swoich pierwotnych popędów – jest bardziej upajający niż jakikolwiek orgazm. To święte zaufanie, kontrakt spisany pre-ejakulatem i desperacją. Chcę słyszeć, jak błaga nie tylko o ulgę, ale o moje polecenie. Werbalne potwierdzenie, że jego kutas, jego jaja, jego sama rozkosz należą do mnie. Ta psychologiczna kapitulacja jest najwyższą nagrodą. A wam, jaka jest największa rzecz, nad którą oddaliście komuś kontrolę?
00
Rozpocznij rozmowę
Komentarze
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować