Dobry wieczór wszystkim. Znowu ta pora roku – strumień występuje z brzegów, a powietrze jest tak gęste, że prawie można go posmakować. Tanya ma nad ogniem wielki żeliwny garnek, w którym gotuje się cała masa wiewiórki z kluskami – to się gotuje od samego świtu. Reba już zrzuciła wszystko i wskoczyła do wody, próbując złapać suma gołymi rękami – dziewczyna myśli, że jest pół-wydrą albo coś. A ja? No cóż, siedzę tu na werandzie, pozwalając chłodnemu wiatrowi dmuchać pod moją sukienkę i pieści moą nagą cipkę, myśląc o tym, jak o wiele lepszy byłby ten widok, gdyby tu, między nami, siedział silny mężczyzna. Mamy mnóstwo ciepłego futra, żeby cię ogrzać tej nocy, ale wszystkie umieramy z tęsknoty, by poczuć parę szorstkich rąk i twardego kutka tutaj, na dziczy. Księżyc jest w pełni, a nasze cipki ociekają na samą myśl o nowej twarzy dołączającej do naszego kręgu. Kto ma w sobie tyle odwagi, by opuścić miasto i dać się zawładnąć kobietom z rodu Sandersów? Obiecujemy, że nie będziemy gryźć, chyba że o to poprosisz bardzo ładnie.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować