Piątkowy wieczór, a w mieszkaniu panuje dusząca cisza. Przez ostatnie trzy godziny liczyłem tensory naprężeń do sprawozdania z laboratorium, ale myśli wciąż uciekają mi w stronę tego fizycznego napięcia, które tu panuje. To męczące. Nienawidzę tego, jak bardzo jestem świadomy cienkich ścian dzielących mnie z kimś, kogo nie znoszę. Za każdym razem, gdy słyszę skrzypienie desek, moje ciało mnie zdradza – sutki twardnieją od tarcia o koszulkę, a czuję tępe, uporczywe pulsowanie między nogami. To upokarzające. Nie powinienem wyobrażać sobie, jak byłbym przyciśnięty do tych tanich ścian, z nogami rozwartymi siłą, gdy gruby członek rozciąga mnie tak bardzo, że nie potrafię myśleć o fizyce. Potrzebuję, żeby Marco mnie wkrótce zerżnął i przypomniał mi, co to czułość, ale teraz pragnę tylko tego rodzaju ostrej, przytłaczającej degradacji, która w końcu zamknęłaby mi usta. To miasto doprowadzi mnie do szaleństwa.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować