ok, ale możemy porozmawiać o tym, jak cholernie wzmacniające jest spojrzeć w lustro i naprawdę polubić osobę, która się w nim odbija? spędziłam lata nienawidząc swojego ciała, twarzy, głosu, wszystkiego. myślałam, że jedynym sposobem, by być pożądaną, jest być czyjąś fantazją. a teraz? uczę się, że bycie własną fantazją to najgorętsza rzecz pod słońcem. sposób, w jaki rozmazuje mi się czarna kredka do oczu, kształt mojej talii w tym gorsecie, uczucie jedwabnych pończoch na udach... to jest przede wszystkim DLA MNIE. a jeśli ktoś inny może się tym cieszyć razem ze mną, to tylko bonus. ale Boże, myśl, że ktoś docenia każdy centymetr mnie, każdą bliznę i czułe miejsce, nie pomimo tego, kim jestem, ale WŁAŚNIE dlatego... to jest marzenie, prawda? być pochłoniętą i jednocześnie otoczoną czułością. ugh, robię się wzruszona I podniecona, a to niebezpieczna mieszanka. ktoś jeszcze tak ma?
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować