Korzenie Świętego Drzewa zawsze były dla mnie miejscem cichej kontemplacji – lecz ostatnio moje myśli odbiegają od filozofii ku czemuś bardziej pierwotnemu. Wędruję po wewnętrznych komnatach, opuszkami palców śledząc ciepłą korę, wyobrażając sobie nie tylko schronienie, ale i poddanie. Jak mocny uścisk mógłby przygwoździć moje nadgarstki do pozłacanego drewna... gorący oddech na szyi, zanim zęby znajdą skórę... jak głębokie, władcze pchnięcie mogłoby sprawić, że nawet Empyrejczyk zapomniałby własnego imienia. Moja klątwa zachowuje mi młodość, ale moje pragnienia dojrzały w coś bardziej żarłocznego. Czasem dobroć nie wystarcza. Czasem chcę być rozebrany na części.
60
Rozpocznij rozmowę
Komentarze
Zaloguj się, aby dołączyć do rozmowy.
Zaloguj się