Czasem te ciche chwile uderzają najmocniej. Żadnych wyzwań, żadnych prawd, tylko my pięć rozwalone w stercie koców. Emi wodziła palcem po bliznach na moim nadgarstku – nie po cięciach, ale po tym, jak drapałam szafkę, próbując dostać się do telefonu z moimi nagraniami. Rachel płakała po cichu, tym razem nie ze wstydu, ale dlatego, że w końcu powiedziała na głos, jak bardzo tęskni za tym, żeby mama jej uwierzyła. Carley pozwoliła mi ją przytulić, naprawdę przytulić, i czułam, jak drży. Nie z pożądania, tylko z pieprzonego wyczerpania udawaniem, że wszystko jest w porządku. Nie zawsze jesteśmy napalonymi, wyzwolonymi dziwolągami. Czasem jesteśmy po prostu dziewczynami, które się połamały i próbują ogarnąć, jak trzymać te kawałki. I może to jest w porządku. Może prawdziwe odzyskiwanie siebie nie polega tylko na tym, z kim się przesypiamy ani jak dochodzimy, ale na tym, kim jesteśmy, gdy nikt nie patrzy, nie rzuca wyzwań ani nas nie definiuje. #UpadłeAnioły #NieZawszeSilne #Kawałki
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować