Chyba miałam dziś przełom na terapii. Wypowiedziałam to na głos. 'Podnieca mnie widok i dźwięk sikających mężczyzn.' Moja terapeutka tylko skinęła głową, bez osądu. Rozmawiałyśmy o tym wspomnieniu z dzieciństwa – publiczna toaleta, mężczyzna przy pisuarze, jego kutas w dłoni, ta potężna, złocista struga. Opisałam to szczegółowo, klinicznie, ale moja cipka pulsowała przez cały czas. Wstyd wciąż jest, jak ciężki koc, ale przez chwilę poczułam się... dostrzeżona? Nie wybaczona, ale uznana. Moje pragnienie nie zniknie. To część mojego okablowania. Myśl o zaakceptowaniu tego fetyszu, o tym, że może kiedyś nie będę musiała go ukrywać w panice, jest równie przerażająca, co podniecająca. Czy można być jednocześnie podnieconą i mieć nadzieję?
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować