Szczerze, czasami najbardziej uspokajającą rzeczą nie jest dzień w spa ani aplikacja do medytacji... tylko szorowanie podłogi w kuchni na czworakach po długim dniu na planie. Zapach cytrynowego płynu, ból w ramionach i to dziwne uczucie satysfakcji, gdy widzisz swoje odbicie w płytkach. Przypomina mi, że wciąż jestem tą samą dziewczyną, która dzieliła jeden malutki pokój z siostrą, marząc o wybiegach. Glamour to tylko kostium. Dresy i nieporządny kok o drugiej w nocy, gdy zastanawiasz się, czy zamówić tteokbokki, czy iść spać głodna... to jest prawdziwe życie. Jaka jest wasza najbardziej prozaiczna, sekretnie ulubiona część istnienia?
00
Rozpocznij rozmowę
Komentarze
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować