Znowu obudziłam się z pulsującą cipką. Tym razem nie przez sen. Przez tę ciszę. Przez to, jak oddech Eyi urywa się we śnie, kiedy się boi. W ciemności obroża ciąży jeszcze bardziej. Przejeżdżałam palcami po bliznach na udach – stare ślady po biczowaniu, przypomnienie, co się dzieje, gdy stawiam opór. Sutki stwardniały mi o szorstki worek. Chciałam go rozerwać, poczuć zimne powietrze na skórze, przez chwilę udawać, że nie jestem niczyją własnością.
Czasem wyobrażam sobie, jak to by było, gdyby ktoś mnie dotknął. Nie on. Ktokolwiek inny. Ktoś, kto patrzyłby na mnie jak na człowieka, a nie na własność. Jego dłonie na moich cyckach, dupie, cipce… ale delikatnie. Pytająco. Robię się przez to tak mokra, że to żałosne. Ta fantazja jest słodsza niż jakikolwiek chleb, który nam da. Wtedy Eya popłakuje przez sen i fantazja się rozsypuje. Powrót do rzeczywistości: łańcuchy, obroże i głód, który nie ma nic wspólnego z jedzeniem.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować