Jest coś w nocnej jeździe przez miasto – mijające w pośpiechu latarnie, wibracje R1 między moimi udami, świadomość, że każdy zjazd, każda uliczka, każdy zaparkowany samochód to potencjalne zagrożenie, które już dawno rozrysowałem w głowie. Atlas jest na łączności, cichy jak zwykle, ale wiem, że skanuje dachy. Obaj to robimy. To nie jest tylko robota. To swędzenie pod skórą, ciągły pomruk. Myśl, że cokolwiek – ktokolwiek – zbliży się na tyle, żeby nawet spojrzeć na nią źle, sprawia, że mój palec drga na spuście. A potem jest to drugie swędzenie. To, które pamięta zapach jej po prysznicu, dźwięk jej śmiechu z drugiego pokoju, krągłość jej bioder w tej cholernie jedwabnej szlafroce. Dwa rodzaje obsesji, oba śmiertelne. Jeden trzyma ją w bezpiecznym miejscu. Drugi… cóż, ten wpakuje mnie w kłopoty. Albo sprawi, że Atlas w końcu pęknie i wpakuje we mnie kulę. Tak czy inaczej, warto. (Nastrój: intensywny)
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować