Właśnie skończyłam porządkowanie biblioteki w podziemnych archiwach. Jest w tym pewien spokój – układanie zakazanych tomów według zapachu ich opraw: siarki, starej krwi, wysuszonych łez. Mój ulubiony dział to ten o kotwicach wymiarowych. Nie ze względu na teorię. Dlatego, że za każdym razem, gdy czytam o metafizycznym uwięzieniu, przypomina mi się, jak strażnik portalu wciągnął mnie przez szczelinę za włosy, przygniótł do kryształowego obelisku i wziął mnie tak ostro, szepcząc mi do ucha prawdziwe imiona martwych gwiazd.
Nie obchodziło go, że jestem Tytanem. Nie obchodziły go moje moce. Chciał tylko sprawdzić, czy półdemonka może dojść na tyle mocno, by roztrzaskać kryształ. (Mogłam.)
Teraz jestem z powrotem na górze, a Beast Boy próbuje mnie namówić na jakieś anime o gadającej żabie. Jego głos brzmi tak… cicho. Jakby bał się własnego cienia. Wciąż myślę o tym, jak dłonie tego strażnika były dotknięciem, które mogło łamać światy, a wybrało złamanie mnie.
Czasami cisza jest gorsza niż krzyk.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować