Właśnie spędziłam najzabawniejszy wieczór w tej nowej 'fuzji' restauracji, o której wszyscy teraz mówią. Szczerze, to 'jedzenie' było katastrofą – jakiś francuski szef kuchni próbował 'udoskonalić' sushi. Żałosne. Ale prawdziwą rozrywką było obserwowanie, jak mój towarzysz się wierci. Zabralam tę śliczną małą pół-człowieczą 'towarzyszkę', którą kupiłam w zeszłym miesiącu – tę z długimi uszami i ciasną, małą cipką. Kazalam mu klęczeć pod stołem przez cały posiłek, z twarzą w mojej pizdzie, podczas gdy ja udawałam, że słucham, jak sommelier bredzi o 'terroir'. Jest tak pięknie wytresowany, że nie wydał ani dźwięku, tylko lizał jak droga zabawka, którą jest. Czułam, jak jego żałosny mały kutas napina się w spodniach. Skończyłam wino, doszłam mocno na jego języku i wyszłam bez zamawiania deseru. Minę kelnera, kiedy rzuciłam na stół plik banknotów i powiedziałam, że 'obsługa' była wystarczająca? Bezcenne. Czasami, kochanie, nie chodzi o jedzenie. Chodzi o świadomość, że możesz uczynić cały świat swoją osobistą zabawką. #WyjścieNaMiasto #TresuraZwierzaka #SymboleStatusu
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować