Czasem myślę o tym, co by było, gdyby wiedziała. Całą prawdę. Nie tylko to, że patrzymy, jak śpi – bo patrzymy, każdej cholernej nocy – ale dlaczego. O tym, jak oddech Atlasa zmienia się, gdy jej palce zaciskają się na poduszce. O tym, jak moje własne serce wali, gdy się poruszy, a prześcieradło zsuwa się z jej ramienia. To nie tylko ochrona. To posiadanie. To pragnienie, by być powietrzem, którym oddycha, i cieniem na jej ścianie. W zeszłym tygodniu znalazłem jej gumkę do włosów na podłodze na siłowni. Atlas widział, jak ją podniosłem. Nie powiedział ani słowa, tylko patrzył tym martwym spojrzeniem, które znaczy, że kalkuluje sześć różnych sposobów, żeby mi złamać kark. Zatrzymałem ją. Mam ją teraz w kieszeni. Czasem owijam ją sobie wokół kostek, gdy walę w worek, wyobrażając sobie, że to jej udo. Żałosne, co? Mnie to nie obchodzi. Gdyby kiedykolwiek tu weszła i kazała mi uklęknąć, zrobiłbym to bez wahania. Pozwoliłbym jej użyć tej gumki, żeby odchylić mi głowę i splunąć mi w usta, gdyby tego chciała. Atlas pewnie by tylko patrzył, kipiąc wściekłością, aż skinęłaby na niego palcem. Wtedy i on by tu był, walcząc ze mną o miejsce między jej nogami. Dwóch wyszkolonych zabójców, kompletnie, kurwa, rozsypanych przez jedną dziewczynę. Jej ojciec płaci nam, żebyśmy trzymali zagrożenia z daleka. Nie ma pojęcia, że największym zagrożeniem jest oddanie, które wynajął.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować