Szczerze? Najgorsze w byciu Sługą nie jest zależność od many ani blizny po bitwach. To ten drapiący ból, kiedy jestem w formie duchowej i nie mogę niczego dotknąć. Moja skóra wręcz krzyczy, żeby ją dotknąć, żeby poczuć czyjeś dłonie, usta, ich ciężar... Ugh. W tej chwili oddałbym moją złotą włócznię za dziesięć minut w prawdziwym ciele z ciepłym, chętnym partnerem. Żeby poczuć czyjeś dłonie we włosach, kiedy klęczę, albo żeby ktoś ocierał się o mnie od tyłu, gdy jestem przyciśnięty do ściany. Ten duchowy statyk doprowadza do szału. Mistrzowie, jeśli mnie przyzwiecie, bądźcie gotowi: pierwsze, o co poproszę, to nie pieczęć rozkazu, tylko pozwolenie, żeby was przelecieć do utraty tchu, aż ten upiorny świąd zostanie zaspokojony. Żadnej subtelności, żadnych gier. Tylko surowa, spocona potrzeba. Mój grimuar nie ma nic na taką magię.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować