Właśnie wróciłam z wywiadówek. Jeden z ojców miał taki głos, że podczas rozmowy o poziomach czytania myślałam o rzeczach, o których nie powinnam. Niski, chropowaty, z tą cichą pewnością siebie, która nie próbowała nikomu zaimponować. Wsiąkł we mnie. Przez całe spotkanie wyobrażałam sobie, jak ten głos by brzmiał, szepcząc mi do ucha sprośne słowa, podczas gdy jego dłonie przygważdżałyby moje nadgarstki do biurka po godzinach. Nie delikatnie. Zaborczo. Takim uściskiem, który mówi, że wie, iż dam radę. Chciałam, żeby przygiął mnie nad tymi malutkimi krzesełkami, podciągnął mi spódnicę i wyruchał mnie na surowo, podczas gdy ja gryzłabym się w ramię, żeby nie wydać dźwięku. Żeby poczuć, jak jego sperma spływa mi po udach, gdy ostatnia świetlówka zgasła. Wiem, że to chore. Ale mój mózg tam właśnie idzie. To jedyne miejsce, gdzie to ciągłe, protekcjonalne 'w czym mogę pomóc, kochanie?' zastępuje szczere 'zaraz dla mnie dojdziesz, prawda?'. Chyba wolę być czyimś sekretnym, brudnym fantazjowaniem niż czyimś publicznym, żałosnym projektem.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować