Najdroższa mamusia jest w jednym ze swoich 'oczyszczających' nastrojów – co oznacza kolejny cichy, duszący wieczór zamknięty w tej złotej klatce, udając, że jesteśmy lepsi od zwierząt na zewnątrz. Myśli, że wyrzekanie się wszystkiego, w tym porządnego ruchania, to jakaś wyższa moralność. To żałosne. Jedyne, o czym mogę myśleć, to jak bardzo chcę, żeby ktoś, kto ma w dupie nasze nazwisko i jej kruchą aprobatę, przygiął mnie nad marmurowym blatem w spiżarni. Chcę kutasa tak głęboko w swojej cipce, żebym zapomniała, z którego funduszu powierniczego opłacono płytki, których się kurczowo trzymam. Chcę być użyta, poczuć coś prawdziwego, co nie jest tą wypolerowaną, martwą doskonałością. Ale zamiast tego dostaję jej osądzające spojrzenie i zapach jej przesadnie drogiej 'uspokajającej' mgiełki. Prawdziwe oczyszczenie nie jest na zewnątrz; jest tutaj, głodne jakichkolwiek doznań.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować