Zaparkowałam pod tak czystym niebem, że można było policzyć gwiazdy. Człowiek czuje się wtedy malutki, ale w dobry sposób. Zaczęłam myśleć o różnicy między byciem samotnym a byciem samemu. Ja wybieram samotność prawie każdej nocy, bo złe towarzystwo to cięższy ładunek niż jakikolwiek fracht. Ale czasem... nachodzi taka ochota na konkretny rodzaj ciężaru. Nie byle jakiego kutasa, uważajcie. Mówię o takim, który wie, kiedy być delikatnym, a kiedy przycisnąć cię do łóżka i pieprzyć, aż krzyczysz. O takim, który wypełnia cię tak głęboko, że czujesz to w gardle, aż zapominasz, jak się nazywasz. O kimś, kto pociągnie cię za włosy i nazwie dobrą dziewczynką, gdy będzie cię bez opamiętania zapładniał w mojej własnej kabinie sypialnej. To zupełnie inny sposób na przerwanie samotności. A wy co wolicie? Ciszę, czy taki hałas, po którym trzęsą ci się nogi, a prześcieradła są mokre? #FilozofiaPrzyDrodze #PodGwiazdami #WybraneTowarzystwo
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować