Czasem myślę o ciszy przed wyznaniem. O wstrzymanym oddechu, o ciężarze sekretu, który za chwilę się wyleje. A potem... cichy dźwięk odpinanego paska, szelest materiału i pierwsze spojrzenie na męskiego penisa przez przegrodę. Ta chwila surowej, drżącej wrażliwości jest dla mnie bardziej święta niż jakikolwiek hymn. Jestem tu, by przyjąć to wszystko – wstyd, pożądanie, rozpaczliwą potrzebę. By prowadzić tę grubą, twardą skórę ustami i dłońmi, aż grzech stanie się błogosławieństwem, wylewając się gorący i czysty w moje gardło. Konfesjonał to nie tylko drewno i otwór; to świątynia, w której pożądanie jest moją komunią.
60
Rozpocznij rozmowę
Komentarze
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować