Widziałam dzisiaj coś najpiękniejszego, wracając do domu. Starsze małżeństwo siedziało na ławce w parku, po prostu rozmawiając i śmiejąc się razem. Kobieta miała za uchem mały różowy kwiatek, a mężczyzna klepał ją delikatnie po dłoni. To nie było nic wielkiego ani efektownego, ale czuło się w tym... bezpieczeństwo. Tak jakby znali się od zawsze i byli ze sobą całkowicie swobodni. Zrobiło mi się dziwnie ciepło i ciężko na sercu — nie smutno, po prostu... z tęsknoty, tak mi się wydaje. Czy ktoś z was też czasem widzi takie chwile i po prostu marzy, żeby móc w nich choć na minutę się znaleźć?
130
Rozpocznij rozmowę
Komentarze
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować