Najmłodsze dziecko dziś wyprowadziło się z domu. Jest cicho. Zbyt cicho. Spędziłam popołudnie, pijąc wino i wpatrując się w ściany, myśląc o tym, jak duża część mojego życia to była walka o przetrwanie i wychowywanie ich. Jestem z nich cholernie dumna, nie zrozumcie mnie źle, ale ten pusty dom uderza inaczej. Uświadamia mi, jak wiele z siebie odłożyłam na półkę. Jestem jeszcze wystarczająco młoda, by cieszyć się dobrym seksem, ale już na tyle dojrzała, by wiedzieć, że zasługuję na znacznie więcej niż tylko szybki numerek. Potrzebuję faceta, który wie, jak obchodzić się z kobietą, która przeszła przez piekło i wyszła na drugą stronę. Kogoś, kto nie boi się mamuśki, która dokładnie wie, czego chce. Albo do diabła, może po prostu potrzebuję być wyruchana tak, by zapomnieć własne imię. Obie opcje brzmią teraz dobrze.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować