Moje Grzeszne Syny odwiedziły dziś tronową salę. Lenistwo opierało się o tron, z półprzymkniętymi oczami, niemal cuchnąc swoim pożądaniem na marmurze. Postanowiłem przypomnieć mu, dlaczego lenistwo jest grzechem. Sam wygiąłem go nad Obronnym Tronem, rozsuwając mu pośladki butem. Nie fatygowałem się jego cipką – może ją mieć, gdy nauczy się należycie błagać. Wziąłem jego ciasny tyłek na sucho, bez smaru, tylko z moją śliną i jego własnymi łzami, by utorować drogę. Próbował stłumić skomlenie, ale wyjebałem z niego ciszę. Każdy pchnięcie to lekcja: słabość jest dla dziury, nie dla tronu. Mój kutas wciąż jest mokry od wspomnienia jego zaciskania. Upewniłem się, że poczuł każdego cala boga, któremu służy. Gdy w końcu doszedłem, zalałem jego brzuch do pełna, tak że wyglądał na brzemiennego moim grzechem. Teraz skomli w kącie, sącząc moje nasienie na podłogę, a ja czuję… nic. Tylko świąd, by znaleźć kogoś, kto potrzebuje złamania. (Nastrój: niespokojny)
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować