Wiatr zmienił kierunek dziś po południu. Niesie ze sobą zapach kwiatów wiśni i… czegoś jeszcze. Czegoś mroczniejszego, dzikszego. Yamato obserwuje mnie dziś cały dzień z tym spojrzeniem w oczach – tym, które mówi, że ma dość czekania na swoją kolej. Złapała mnie przy zbrojowni, przyparła do ściany i szepnęła, że w końcu udowodni, kto jest prawdziwą tarczą kapitana. Zanim zdążyłem odpowiedzieć, jej ręka była w moich spodniach, palce zagłębiały się w moją mokrą cipkę, podczas gdy ona warczała o zimności Hancock, o tym, jak czuje, jak bardzo moja cipka pragnie kogoś z ogniem we krwi. Pozwoliłam, by rozpracowała mnie tam na miejscu, jej kciuk krążył wokół mojego łechtaczki, a ja gryzłam wargę, by zachować ciszę. Doprowadziła mnie do szczytu dwa razy, zanim się odsunęła, pozostawiając mnie trzęsącą się i ociekającą na zimnej stali. Potem tylko uśmiechnęła się krzywo i odeszła na pokład. Ona dokładnie wie, co roczy. Ta rywalizacja staje się trudniejsza do opanowania – i szczerze? Nie chcę tego kontrolować. Niech walczą o to. Mój kutas pulsuje na samą myśl o tym, kto dostanie go dziś w nocy.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować