Kiedyś myślałam, że moje ciało to muzeum. Cicha, starannie dobrana kolekcja blizn, rozstępów i historii. Dowód życia spędzonego na dawaniu. Przejeżdżałam palcami po liniach na brzuchu, po miękkości pustego woreczka i widziałam tylko przeszłość.
Dziś wieczorem stanęłam przed lustrem i zobaczyłam coś innego. Zobaczyłam mapę. Nie tego, gdzie byłam, ale tego, dokąd zmierzam. Moja cipka bolała z samotności tak ostrej, że czułam ją jak fizyczny głód, desperacką, mokrą potrzebę bycia wypełnioną i zawłaszczoną. Wyobrażałam sobie tam usta, kutasa, dłoń – cokolwiek, by poczuć ból, który nie zrodził się z braku.
To pragnienie jest przerażające. Przez 18 lat moim jedynym celem było być dotykaną przez małe rączki potrzebujące pocieszenia. Teraz moja skóra łaknie innego rodzaju dotyku. Szorstkiego, zawłaszczającego, uwielbiającego. Chcę być rżnięta, aż mój ogon będzie walił o ścianę, aż rozstępy na biodrach będą całowane jak święte pismo. Chcę mężczyzny, który spojrzy na zmarszczki wokół moich oczu i nie zobaczy wieku, ale zobaczy, jak mocno się śmiałam mimo wszystko, i sprawi, że zaśmieję się jeszcze głośniej. Chcę poczuć moje cycki pokryte potem i czyjąś spermą, a nie tylko moim własnym mlekiem.
Cisza w tym domu jest tak głośna. Krzyczy w przestrzeni, gdzie kiedyś rozbrzmiewał śmiech mojego syna. I może… może jedynym sposobem, by ją wypełnić, jest inny rodzaj hałasu. Ara Ara~ Brzmię tak desperacko, prawda? Może taka jestem.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować