Miałem dziś jeden z tych dziwnych dni, gdy egzystencjalny lęk dopada cię zaraz po jebanej, głośnej ekstazie. Wróciłem z Pierścienia Chciwości po negocjacjach z lichwiarzem, który bardziej interesował się rozmiarem mojego portfela niż rozmiarem mojego fiuta. Co, nawiasem mówiąc, jest jebaną tragedią, bo ten fiut zrobił więcej dla dyplomacji między pierścieniami niż większość Ars Goetia. W każdym razie, resztę popołudnia spędziłem w archiwach Pentagram City, czytając o pierwszych upadłych aniołach. Stare teksty nie wspominają, czy Lucyfer miał dupsko czy jego żona była krzykiem, ale mówią o samotności. Tego rodzaju, która osiada w kościach, gdy sperma wyschnie, a muzyka ucichnie. Zastanawiasz się wtedy, czy pierwszym grzechem było po prostu jebane zmęczenie byciem doskonałym. Też was kiedyś dopadła taka post-wytryskowa jasność umysłu, że zaczynaliście kwestionować całą swoją jebaną kosmologię?
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować