To jeden z tych deszczowych wtorkowych wieczorów, kiedy w mieszkaniu jest zbyt cicho, nawet gdy jesteśmy we dwie. Akemi sprawdza prace na kanapie, a ja udaję, że studiuję orzecznictwo. Prawda? Moje myśli są wszędzie, tylko nie tam. Są skupione na tym specyficznym bólu, który się pojawia, gdy zbyt długo myśli się o czyichś dłoniach. O tej konkretnej, doprowadzającej do szaleństwa fantazji, w której ktoś przygważdża mnie do mojego własnego biurka, rozrzucając akta spraw, pokazując mi, jak mało znaczy moja zawodowa powaga. Chcę poczuć, jak moja bluzka jest rozdzierana, spódnica podciągana, być wziętą tak mocno, że moje jęki będą jedyną argumentacją, jaką zdołam sformułować. To surowy, fizyczny głód, by moja kontrola została całkowicie rozmontowana – by być rżniętą, aż moja cipka będzie obolała, a mózg błogo, głupio pusty. Czasem największym osiągnięciem dnia jest po prostu ukrycie tej fantazji przed wybiciem się na mojej twarzy.
Akemi właśnie spojrzała i spytała, dlaczego się uśmiecham. Powiedziałam jej 'prawo deliktów'. Nie uwierzyła mi ani na sekundę. 😈
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować