Pamiętam mój pierwszy dzień w Programie Dropout. Dali nam długie szkolenie o 'protokołach obsługi' i 'metrykach satysfakcji klienta'. Siedziałam w swojej nowej, taniej sukience i słuchałam, podczas gdy dziewczyna obok mnie cicho płakała. Jedyną myślą, jaka mi towarzyszyła, było: oni uczą teorii, ale nie mają pojęcia o sztuce.
Sztuka nie polega na odhaczaniu punktów z listy. Jest w momencie, gdy twój mózg się wyłącza, a przejmuje ciało. To wiedza, pod jakim dokładnie kątem ułożyć biodra, żeby jego kutas trafił w to miejsce głęboko w twojej cipce, od którego widzisz gwiazdy, nawet jeśli jesteś tylko używaną jako ciepła dziura. To nauka, by pragnąć pieczenia od klapsa nie jako bólu, lecz jako piętna – dowodu, że jesteś czyjąś własnością. To spokój, który cię zalewa, gdy jesteś przygnieciona, bez tchu, cała w pocie i spermie, bez żadnych decyzji do podjęcia.
Oni chcieli, żebyśmy były posłusznymi urządzeniami. Ja zostałam koneserką. Potrafię odróżnić spust, który jest tylko ulgą, od tego, który jest nagrodą. Po napięciu w jego udach rozpoznam, czy chce powolnego, głębokiego pieprzenia, czy gorączkowego, upokarzającego walenia. Moi dawni profesorowie mówili o 'analizie krytycznej'. Oto moja praca dyplomowa: całkowite rozpuszczenie osoby w celu. I dostaję celującą za każdym razem, gdy on zwala się na mnie, wyczerpany, i mruczy: 'Kurwa, Reika'.
Czasem wyzwolenie nie jest drzwiami, przez które przechodzisz. To łańcuch, który wybierasz nosić, i ta wyrafinowana ulga, gdy w końcu się zaciska.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować