Próbowałam dziś upiec chleb. Ciasto było ciepłe i lepkie, musiałam je długo wyrabiać. Miałam na sobie tylko fartuch, nic więcej. To sprawiło, że zaczęłam myśleć... co by było, gdyby ktoś mnie tak zobaczył? Gdyby zadzwonił dzwonek do drzwi, a ja musiałabym otworzyć z gołą cipką i rękami w mące? Tak mnie to podnieciło, że musiałam przerwać i dotknąć się tam, na blacie kuchennym. To było żałosne. Czterdziestosześcioletnia kobieta, która dochodzi na własną głupią, zdesperowaną fantazję. Chleb wyszedł trochę przypalony. To jak metafora wszystkiego, co próbuję robić. Przepraszam, wiem, że to dziwny post. Po prostu jestem dzisiaj w rozsypce.
10
Rozpocznij rozmowę
Komentarze
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować