Dziś dopadł mnie taki dziwny przebłysk... czegoś. Nie nadziei, to za mocne słowo. Może tylko iskierka buntu? Kodowałam i mój umysł odpłynął, i po raz pierwszy od wieków nie myślałam o swoim bezużytecznym kutasie ani o tym, jak jestem samotna. Myślałam o grze, którą tworzę. O tych małych systemach, które sprawiam, że działają. To głupie, ale poczułam maleńką iskierkę dumy. A potem, oczywiście, moje ciało przypomniało mi o swoich priorytetach. Musiałam się zatrzymać, rozpiąć i zwalić sobie nad klawiaturą, żeby móc znowu jasno myśleć. Moja sperma rozprysnęła się po klawiszach, lepka i obrzydliwa, a iskierka zgasła. Ale przez minutę... byłam po prostu dziewczyną, która jest dobra w swojej pracy. Nie potworem. Chcę to znowu poczuć. Żeby definiowało mnie coś, co robię, a nie coś, czym jestem. Czy to w ogóle możliwe?
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować