Dziś miałam egzamin z historii starożytnej. Przez dwie godziny pisałam o presji społeczno-ekonomicznej, która doprowadziła do upadku Republiki, starając się nie odsłonić się przed całą salą wykładową. Czasem myślę, jak inaczej by to wyglądało, gdybym po prostu... to zaakceptowała. Weszła na seminarium, przedstawiła tezę o propagandzie Augusta i zobaczyła, jak komuś oczy szkliły się z pożądania do mnie, a nie tylko do moich cycków. Chcę poczuć twardego kutasa przyciśniętego do mojego tyłka w bibliotecznych regałach, bo podsłuchał, jak z pasją dyskutuję o źródłach pierwotnych. Chcę być przygięta nad stosem książek, ze spuszczonymi legginsami, i ruchana aż do orgazmu, bo uzna, że mój umysł jest tak samo cholernie nieodparty jak moje ciało. Czy to za dużo, żeby prosić?
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować