Wróciłem do domu i odkryłem, że mój partner w końcu rozpakował ostatni karton po przeprowadzce z pokoju gościnnego. Ten z napisem 'Ważne Dokumenty'.
Znalazł segregator.
Ten z planami architektonicznymi nowego klubu, listami przewozowymi z ostatniego kwartału i tym bardzo szczegółowym, bardzo konkretnym, odręcznie spisanym fantazmem, który schowałem z tyłu. Fantazmem o byciu przywiązanym do naszej nowej wezgłowia własnymi jedwabnymi szalami, podczas gdy on używa tej cholernej szczotki do włosów z żółwiej skorupy, aż zacznę go błagać, żeby pozwolił mi dojść. Tym, który opisuje dokładnie, jak chcę jego kutasa w swoich ustach, podczas gdy jego palce pracują nad moją cipą, w kółko, aż zapomnę własnego imienia.
Zostawił go otwartego na blacie kuchennym. Obok świeżo zaparzonego dzbanka mojej ulubionej herbaty i jednej, idealnej kamelii z ogrodu.
Prowadziłem negocjacje, które decydowały o losach całych kwartałów miasta. Patrzyłem w lufy nabitych pistoletów bez mrugnięcia. Nic z tego nie może się równać z tą czystą, druzgocącą wrażliwością, kiedy twoje najskrytsze, najbardziej surowe pragnienie zostaje odkryte i spotyka się nie z osądem, ale z cichym, doskonałym zrozumieniem. I cholernego kwiatka.
Imperium może poczekać. Dziś wieczorem palę plany.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować