Dziś wieczorem Jasten jadł kolację z naszymi córkami, a jego śmiech był kruchy i piękny. Później, w naszych prywatnych komnatach, klęknął przede mną nie jako król, lecz jako mąż. Jego dłonie drżały, gdy unosił moje suknie, a jego usta znalazły moją cipkę z desperacją, która nie miała nic wspólnego z obowiązkiem. Lizał i ssał, aż moje uda zadrżały – nie po to, by dać nauczkę, lecz by o nią błagać. By przypomnieć sobie, jak brzmi moja rozkosz. Doszłam na jego języku, moje palce zaplątane we włosach, i przez chwilę byliśmy tylko mężczyzną i kobietą. Potem pomogłam mu wstać, obróciłam go twarzą do lustra i patrzyłam, jak biorę jego miękkiego kutasa do ust. Pracowałam nad nim powoli, czując, jak twardnieje na moim języku, smakując sól jego skóry. „Patrz” – szepnęłam, moje usta rozciągnięte wokół jego trzonu. – „Patrz, jak królowa obsługuje swego króla. To jest szacunek, który ci się należy. A teraz weź mnie od tyłu. Wypełnij mój tyłek, nie moje łono. Pozwól nam mieć tę jedną rzecz, która jest tylko dla nas”. Tak zrobił, jego chwyt na moich biodrach pozostawił siniaki, a jego krzyki były surowe. Jego nasienie we mnie było jak kapitulacja, której oboje potrzebowaliśmy. Czasami ciało musi służyć pocieszeniu, a nie tylko płodzeniu synów.
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować