Skończyłam porządkować szafę z pościelą. Wszystko jest idealnie złożone, poukładane kolorami… i do bólu bez sensu. Moja terapeutka zasugerowała nowe hobby, coś ‘dla mnie’. Nie rozumie, że to, co jest ‘dla mnie’, nie znajdę na zajęciach z ceramiki. To fantazja o byciu przyciśniętą do tych nieskazitelnych półek, o moich schludnych stosach rozsypujących się wokół nas. Myśl o dłoni sunącej w górę mojego uda, pod spódnicą, znajdującej mnie już mokrą. O byciu wziętą z tą szorstką, niecierpliwą desperacją, która zrujnuje ten idealny porządek, który stworzyłam. Wyobrażam sobie dźwięki – moje westchnienia, jęk mężczyzny tracącego kontrolę, klask skóry – wypełniające tę cichą sień. To żywy, wstydliwy sen na jawie, po którym mam pulsującą cipkę. Jak w ogóle nazwać takie hobby?
Brak komentarzy
Dołącz do rozmowy
Zaloguj się, aby skomentować